sobota, 28 czerwca 2014

Kolejny dzień. Kolejny dzień bez ciebie.
Odczuwam twoją nieobecność każdego dnia. Każdej nocy.
Brakuje mi twojego uśmiechu.
Brakuje mi twoich pocałunków.
Brakuje mi twoich chamskich komentarzy.
Brakuje mi całego ciebie.
Z pewnością nasza relacja nie była idealna.
Byłeś zapatrzonym w siebie dupkiem, nie dbającym o innych. Pewnie nadal jesteś.
Ale mimo wszystko coś mnie do ciebie ciągnęło.
Zobaczyłam to co inni nie potrafili dostrzec. Zobaczyłam kogoś innego.
Kogoś w kim mogłabym się zakochać.
Byłam naiwna.
Nie chciałam wierzyć w to co mówili ludzie. Ostrzegali mnie przed tobą a ja nie słuchałam.
Powinnam była wiedzieć.
Powinnam była trzymać sie od ciebie z daleka.
Jednak tego nie zrobiłam. Trwałam w tym do tego dnia.
Do dnia w którym odszedłeś.

Odszedłeś tak nagle, bez żadnego pożegnania.
Po prostu znikłeś.
Płakałam każdej nocy.
Nie chciałam nikogo. Chciałam tylko ciebie.
Byłeś jedyną osobą która mogła dać mi szczęście.
Uzależniłeś mnie od siebie a potem zostawiłeś samą.
Marzyłam o tym by móc ujrzeć cie jeszcze raz. By spędzić z tobą jeszcze jedną chwilę.
Łudziłam się że pewnego dnia, staniesz przed moimi drzwiami i powiesz "wróciłem".
Z dnia na dzień smutek przemieniał się w złość a złość w objętość.
W końcu przestałam płakać i uświadomiłam sobie że nic dla ciebie nie znaczyłam. Byłam kolejną dziewczyną która się w tobie zadurzyła. Jedną z wielu. Nikim więcej.
Nauczyłam się żyć bez ciebie.
Przestałam tęsknić.
Chciałam zapomnieć i żyć jak przed tym gdy cie poznałam, jednak serce nie dawało mi zapomnieć.

Dorosłam.
Rozpoczęłam swoje życie na nowo. Bez ciebie.
Nauczyłam się żyć i byłam szczęśliwa.
Wszystko było dobrze a ty nie byłeś już źródłem moich problemów.

Zakończyłam wszystko co wiązało się z tobą.
 
Ale wystarczył jeden dzień bym znów zaczęła w siebie wątpić.
Jeden dzień którego niegdyś tak bardzo pragnęłam.

Siedziałam w salonie, oglądając w telewizji odcinki swojego ulubionego serialu gdy nagle usłyszałam dzwonek. Nie spiesząc się, wolnym krokiem pokierowałam się do drzwi. Dzwonek zadzwonił jeszcze kilka razy. Wywróciłam oczami i powoli otworzyłam drzwi.
Przed nimi stała zdyszana szatynka. Rebeca, moja najlepsza przyjaciółka. Otworzyłam drzwi trochę szerzej by mogła wejść, jednak ta dalej stała w tym samym miejscu.
-Coś się stało? - zapytałam cicho patrząc na nią podejrzliwie.
Jej twarz była jak kamień, bez żadnych emocji. Stała nieruchomo, zagryzając wargę co było jej nawykiem. Przyjrzałam sie jej uważnie. Jej strój był schludny a włosy dobrze ułożone. Miała swój nienaganny makijaż, jednak na jej twarzy nie towarzyszył ten zadziorny uśmieszek co zawsze. Jej oczy wyrażały tysiące emocji które nią targały. Była zła, smutna i... przestraszona?
-Rebeca? - spytałam ponownie, gdy ta nie odezwała się ani słowem.
Sekundy mijały nie ubłaganie aż w końcu z się odezwała.
- Kylie tak mi przykro.. - wydukała. 
- Reb, co sie stało? - domagałam się odpowiedzi. Chciałam wiedzieć co sie stało. Spojrzałam na nią jeszcze wyraźniej, marszcząc czoło i wtedy zobaczyłam w jej oczach coś jeszcze. 
Współczucie. 
-Kylie- powiedziała po czym wzięła głęboki wdech.
- Rebeca prosze powiedz mi co sie dzieje. - byłam zdezorientowana i zdesperowana by usłyszeć odpowiedź. Spodziewałam sie najgorszych wieści.
Jednak nie mimo wszystko nie byłam przygotowana na to.
- On wrócił, Kylie. Harry Styles wrócił do miasta.

Jedno zdanie które odbijało sie echem w mojej głowie.
Jedno zdanie które przywróciło wszystkie wspomnienia.
Jedno zdanie które wywołało u mnie ból.
Jedno zdanie które mogło mnie zniszczyć.
Ale nie zniszczyło. 
Nie jestem już tą osobą którą on znał i zostawił.
Jestem silniejsza.

Ale mimo to, on nadal jest tym który niegdyś uczynił mnie najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
Nadal jest tym który jest dla mnie nieosiągalny, i nadal jest tym który liczy sie najbardziej.